Blog

Czy matematyka jest rasistowska?

Rasistowska matematyka, czyli pogłębiania nierówności ciąg dalszy.

Czy matematyka jest rasistowska?

Jak widać długo nie wytrzymałem na niedawno zapowiadanym auto-wygnaniu, ale co zrobić, jak tematy same szukają człowieka. Dzisiejszy wpis to drugi w historii tej witryny, który zupełnie nie licuje z bazowym profilem mojego bloga i co gorsza - piszę to z przykrością - dotyczy dokładnie tego samego, co w pierwszym przypadku, ale póki co nie uprzedzajmy faktów.

Filmik, który zamieszczam w ramach tego wpisu, nie jest pierwszej świeżości, zaś ja sam po raz pierwszy obejrzałem go grubo ponad rok temu. Wówczas wzbudził on we mnie mieszane uczucia. Zaczęło się od oczywistego rozbawienia, które zamieniło się dość prędko w uczucie zażenowania, zaś na końcu zostałem z dość smutną refleksją, którą chciałbym się dzisiaj podzielić, ponieważ - o zgrozo - stało się dokładnie to, czego się spodziewałem. Nie chodzi w tym miejscu, by puszyć się z powodu swojej niezwykłej przenikliwości. Jest to jedynie dowód przewidywalności cynizmu czy zwykłej głupoty pewnej opcji ideowo-politycznej, z którą poniekąd sympatyzuję. Albo inaczej: na bardzo wysokim poziomie abstrakcji pewne intuicje moralne, które tradycyjnie kojarzone były z lewicą, są mi całkiem bliskie, choć sam wolałbym w sobie widzieć liberała (nie w polskim jednak wydaniu).

Przejdźmy jednak wreszcie do tego nieszczęsnego filmu, który stanowi zarejestrowaną rozmowę między prowadzącym stacji Fox News i bliżej mi nie znaną badaczką społeczną. Tematem ich pogawędki była propozycja połączenia nauki matematyki z wykładem krytycznej teorii ras (dalej: CRT od Critical Race Theory), która bodajże w 2018 roku urodziła się w głowach reprezentantów organów zarządzających publicznymi szkołami zlokalizowanych na terenie Seattle.

Nie ma sensu referować szerzej tej “debaty”, ponieważ pani naukowiec uwidziało się, że bez dwóch zdań matematyka musi być rasistowska, skoro w gruncie rzeczy wszystko jest takim w amerykańskiej rzeczywistości czy całej zachodniej kulturze. Oczywiście stoi za tym cała podbudowa ideologiczno-teoretyczna, choć po prawdzie dużo bardziej subtelna niż stanowisko wyrażone przez osobę goszczącą w studiu Fox News. Tym niemniej jest bardzo daleka droga od powiedzenia, że w każdym społeczeństwie z konieczności istnieją struktury i wzorce kulturowe, które mniej lub bardziej wspierają istniejące stosunki władzy, do stwierdzenia, że z definicji cała kategoria osób wyróżniona poprzez proste kryterium biologiczne, czyli w tym wypadku kolor skóry, składa się z parszywych okrutników (obecnie oskarżenie o rasizm to chyba największa obelga po tamtej stronie Atlantyku).

Co innego mnie jednak w tej całej niemądrej rozmowie zainteresowało: czemuż to akurat matematyka stała się w tym przypadku przysłowiowym chłopcem do bicia, a przy okazji pretekstem do wprowadzenia CRT do programu nauczania? Zwłaszcza, że w mojej opinii wyjątkowo do tej roli się nie nadaje jako dziedzina sprowadzająca się - w pewnym uproszczeniu - do dokonywania logicznych przekształceń na abstrakcyjnych obiektach. Fakt że narzędzia, które nam w swoim bogactwie matematyka oferuje, mogą być wykorzystane również w mało chlubnych celach, nie uzasadnia na żadnym poziomie powiązania z rasizmem. Tym bardziej, że manipulowanie różnymi statystykami - jedyny argument choć odrobinę uzasadniający taką potrzebę -  jest zjawiskiem dość dobrze rozpoznanym i wykorzystywanym w bardzo wielu obszarach. Dlatego umiejętność właściwej oceny wiarygodności przedstawionych danych powinien być w centrum każdego porządnego kursu statystyki i to bez jakichkolwiek konotacji ideologiczno-politycznych. Inna sprawa, że w tej całej hucpie chodzi o znacznie mocniejsze stwierdzenia niż sam fakt, że matematyka nie jest we władaniu wyłącznie prawych i sprawiedliwych.

Dużo bardziej naturalnym ruchem wydaje się pożenienie tego treningu społecznej wrażliwości (czasami tak określany bywa CRT) z historią Ameryki a zwłaszcza z językiem angielskim, skoro sposób w jaki mówimy jest jednym z podstawowych narzędzi opresji (zdaniem zwolenników tezy o supremacji białych). Dlatego podejrzewam, że prawdziwy cel czy raczej powód takiej konotacji zupełnie gdzie indziej był ukryty (rzecz jasna poza oczywistą próbą przypodobania się pewnej grupie potencjalnych wyborców). Otóż czarnoskórzy i latynoscy uczniowie wypadają dużo gorzej niż ich rówieśnicy w testach matematycznych. Oczywiście taki stan żadną miarą nie ma to podłoża biologicznego, czyli wynikającego z różnic rasowych, ponieważ zdolności poznawcze są z grubsza podobne w każdej z tych grup, a przynajmniej trzeba byłoby udowodnić, że w przypadku amerykańskich obywateli jest inaczej z jakiegoś powodu (na ten przykład gorsza selekcja genów).

Oczywiście ogromne dysproporcje w ukończeniu z sukcesem szkoły średniej między odsetkiem osób białej i azjatyckiej rasy, a ich rówieśnikami o ciemniejszym odcieniu skóry, jest bez dwóch zdań ogromny problem, ponieważ w niemałym stopniu decyduje o szansach na powodzenie w dorosłym życiu mierzonym chociażby zasobnością portfela. Tym samym problemem ten należałoby jakoś zaadresować, czyli w pierwszej kolejności zidentyfikować przyczyny tego stanu rzeczy, ot choćby próbując uwzględnić wpływ pewnych zmiennych społecznych - jak choćby majętność czy struktura rodziny, w jakich wzrastają takie osoby - na gorsze wyniki w nauce. Osobiście nie wątpię, że takie działania są prowadzone, ale niestety są one mało spektakularne, tak samo jak programy naprawcze, które potem można zaordynować i latami wdrażać bez pewności efektów. Zdecydowanie łatwiej niż faktycznie rozwiązywać trudny problem jest grać - w tym konkretnym wypadku - kartą rasową, co od kilku lat stało się popularnym sportem za Wielką Wodą. Winnym jak zawsze w tym wypadku jest biały człowiek.

Na szczęście - piszę to z przekąsem rzecz jasna - teraz można to wszystko unieważnić, ponieważ CRT w Stanach Zjednoczonych (choć chyba cały czas toczy się o to burzliwa debata) ma być częścią obowiązkowego programu nauki w tamtejszych szkołach. Oczywiście nic mi do tego jak Amerykanie kształtują własne programy nauczania, tak samo jak Amerykanom do lekcji religii katolickiej w naszych placówkach edukacyjnych, choć w naszym wypadku - Bogu dzięki - nie jest to przedmiot obligatoryjny. Wówczas jednak zastanawiałem się również, czy przypadkiem tak naprawdę nie chodzi o to, by podobnie stało się z matematyką w kraju za Wielką Wodą, czyli by była ona wyłącznie dla chętnych? A to wszystko w imię walki z niesprawiedliwością społeczną rzecz jasna.

No i doczekałem się pierwszego potwierdzenia tych przypuszczeń, choć na razie cały czas bardzo nieśmiałego i nie wprost wyrażonego. Otóż przeczytałem kilka dni temu, że jakoś w sierpniu tego roku w stanie Oregon wprowadzone zostały regulacje, w świetle których do ukończenia z sukcesem szkoły średniej nie są konieczne takie umiejętności jak chociażby pisanie, czytanie czy nawet podstawowa znajomość matematyki właśnie. Nie zamierzam tracić swojego cennego czasu na zgłębianiu tego zagadnienia, ale jak rozumiem ma to być “tylko” czasowe zawieszenie takiego minimum edukacyjnego do 2023. Winna temu ma być pandemia, a ściślej nauczanie zdalne, które powoduje, że zapaść edukacyjna najbardziej przez los poszkodowanych (najbiedniejszych) stanie się jeszcze większa. Co ciekawe pod tym samym pretekstem (nowych wyzwań związanych z pojawianiem się covid-19) w Australii ustawodawcy poszli w przeciwną stronę i obniżyli czesne na studiach, które uczą pożytecznego fachu jak chociażby rolnictwo, budownictwo czy właśnie nauki ścisłe, a po kieszeni (czasem bardzo mocno) mają dostać pięknoduchy w rodzaju piszącego te słowa, którym w wieku nastu lat zamarzyły się nauki społeczne czy szerzej humanistyczne w rodzaju filozofii czy inszej socjologii.

Wracajmy jednak do kraju ze stolicą w Waszyngtonie. Rozumiem, że rzeczywistość pandemiczna stawia przed wszystkimi nowe wyzwania i faktycznie może mieć niekorzystny wpływ - znam to doskonale z autopsji - na poziom kształcenia, choć z drugiej strony zdalne nauczanie otwiera inne możliwości, które dotąd były niedostępne lub przynajmniej nie brane pod uwagę. Jak zawsze wszystko jest kwestią chęci i zasobów, ale te pierwsze mimo wszystko są tutaj kluczowe. Natomiast nie potrafię pojąć, jak bardzo trzeba być odklejonym od realiów, by uważać, że obniżenie - de facto likwidacja - kryteriów wymaganych do ukończenia szkoły średniej może w czymkolwiek tym młodym ludziom pomóc?

Jeśli ktoś miałby wątpliwości, co do zasadności łączenia tych ostatnich wydarzeń z próbami powiązania nauczania matematyki z wykładami CRT, to wyjaśniam, że regulacje w Oregonie były wprowadzone w imię troski o mniejszości etniczne. O dziwo popierają to również niektóre organizacje zrzeszające osoby kolorowe. Rashelle Chase, czyli założycielka Mxm Bloc (organizacja zrzeszające czarnoskóre matki) uznała, że to krok we właściwą stronę, ponieważ bez tego zdawalność egzaminów końcowych wśród osób czarnoskórych jeszcze bardziej by się obniżyła.

Ktoś złośliwy - widziałem również takie komentarze - mógłby powiedzieć, że mamy tu do czynienia z czymś na kształt rasizmu a rebours, gdyż zakłada się z góry, że czarnoskóra osoba bez specjalnej “pomocy” nie będzie w stanie spełnić szkolnych standardów. Nie o to tutaj chodzi rzecz jasna. Natomiast przerażające jest przyznanie się do zupełnej bezsilności w tej materii i bynajmniej nie stawia w dobrym świetle jakiejś części społeczności Afroamerykanów, która nie jest żadnym sposobem w stanie rozwiązać tego problemu i wręcz oczekuje tego rodzaju pomocy. Sęk w tym, że nie można żadną miarą uznać tego za “pomoc”, ponieważ obniżenie wymagań i co za tym idzie oczekiwań w krótszej lub dłuższej perspektywie przyniesienie wyłącznie fatalne rezultaty. Co gorsza uczyni sukces, jakim dla wielu mógł być sam fakt ukończenia szkoły średniej, zupełnie bezwartościowym. Jest to najsmutniejsze z perspektywy wszystkich tych, którzy wbrew przeciwnościom gotowi byli podjąć taki wysiłek. Bogaci i syci sobie poradzą tak czy inaczej.